Homeopatia, nauka i wiara

Źródło: Rzeczpospolita

 

Homeopatia, nauka i wiara

Jacek Maria Norkowski OP 15-04-2009, ostatnia aktualizacja 15-04-2009 21:04

Kościół nie uznaje stosowania leków homeopatycznych za sprzeczne z
wiarą. Nauczanie oraz praktyka kościelna są przychylne wobec takich metod
leczenia — pisze zakonnik, filozof i lekarz

autor: Darek Golik
źródło: Fotorzepa
Jacek Maria Norkowski OP

 

źródło: Rzeczpospolita
Jacek Maria Norkowski OP

Niedawno opublikowane w „Rzeczpospolitej” artykuły Anny Piotrowskiej, „Kaczka homeopatyczna” oraz Roberta Tekielego, „Homeopatia, czyli ość węża”, negujące wartość metody
homeopatycznej skłoniły mnie do zabrania głosu w tej sprawie. Jest to dobry
moment, aby poruszyć problem nie tylko homeopatii, ale całej współczesnej
medycyny i nauki jako takiej.

Nauka jest zjawiskiem kulturowym, które cechuje wielowymiarowość. Na pewno
nie jest ona wyłącznie domeną czystego rozumu ścisłej empirii, do których zwykle
się odwołuje. Oprócz rozumu, szkiełka i oka, w nauce liczy się tradycja
wypracowana przez pokolenia ludzi zajmujących się poszczególnymi jej
dyscyplinami. Ta tradycja została przez badaczy nauki (pierwszym z nich był
Kuhn[1]) nazwana swego czasu paradygmatem.

W dyskusji na temat homeopatii problem istnienia paradygmatów w nauce
poruszany był już od dość dawna. Paradygmat to ciekawe zjawisko socjologiczne i
kulturowe. Można je określić jako pewien rodzaj inercji świata nauki w stosunku
do nowych i dotychczas nierozważanych problemów naukowych. Jeśli problemy te nie
pasują do ogólnego kształtu nauki w danym okresie, po prostu się je pomija i
traktuje jako nieistotnie czy wręcz nieistniejące. W tym sensie nowe zagadnienia
określa się jako „nienaukowe”. Na pytanie: „Dlaczego jakieś twierdzenie jest
nienaukowe?” odpowiedź brzmi: „Ponieważ tak nazywają je naukowcy”.

Zarzuty autorów wyżej wymienionych artykułów w stosunku do metody
homeopatycznej w gruncie rzeczy sprowadzają się do tego argumentu. Można więc
dokonać parafrazy powyższego stwierdzenia i powiedzieć, że przeciwnicy
homeopatii rozumują w ten sposób: „homeopatia jest sprzeczna z nauką” ponieważ
„tak twierdzą naukowcy”. Rozumowanie to odwołuje się do rzeczywiście
przeważającej w świecie naukowym opinii, że lekarstwa mogą działać jedynie
wtedy, gdy odbywa się to na zasadzie chemicznej, w więc poprzez wchodzenie w
metabolizm organizmu – jak na przykład substrat w reakcjach chemicznych lub
koenzym, który je przyspiesza – a intensywność ich działania jest proporcjonalna
do zastosowanej dawki. Jeśli jednak dawka ta jest zmniejszana praktycznie do
zera, co ma miejsce w procesie wytwarzania leku homeopatycznego, wtedy i
działanie leku musi zaniknąć. Jeśli więc lekarze klinicyści i sami chorzy
zgłaszają skuteczność leków homeopatycznych, to musi to być efektem placebo.

Tej teorii przeczą jednak fakty. Leczenie metodą homeopatyczną daje efekt
większy niż placebo. Potwierdzają to wyniki badań statystycznych[2]. Dlatego
można powiedzieć, że w dyskusji na temat homeopatii mamy do czynienia z obroną
wzmiankowanego wyżej „chemicznego” paradygmatu w naukach przyrodniczych, co, jak
to zwykle bywa, prowadzi do ignorowania faktów z tym paradygmatem sprzecznych. W
tym miejscu abstrahuję od innych możliwych motywów, które mogą popychać różnych
autorów do krytykowania homeopatii. Jednym z ich może być zwykła walka
konkurencyjna pomiędzy firmami produkującymi leki „chemiczne” i tymi, które
produkują leki homeopatyczne.

Argument mówiący o efekcie „placebo” w odniesieniu do leków homeopatycznych,
mija się również z innymi danymi empirycznymi. Leki te są skuteczne także u
zwierząt, u których nie można mówić o efekcie sugestii, czyli właśnie o
„placebo”. R. Tekieli próbuje zbić ten argument twierdzeniem, że u dzieci i u
zwierząt stosuje się leki homeopatyczne zawierające jeszcze pewną ilość
substratu (substancji wyjściowej) i dlatego leki te działają. Nie jest to
prawdą. Zarówno u dzieci jak i u zwierząt obserwuje się dobre wyniki leczenia
również tymi lekami, które bazują na dużych rozcieńczeniach i pod względem
chemicznym nie zawierają już substancji wyjściowej.

Podobnie nie jest prawdą, że istnieją badania wyników leczenia prowadzonego z
zastosowaniem leków homeopatycznych, które wykazałyby istnienie „szkód
psychiczno-emocjonalnych” będących jakoby następstwem tego leczenia. Byłbym
wdzięczny autorowi tej opinii za wskazanie, na jakich danych źródłowych oparł
swe stwierdzenia, które o takich szkodach mówią. Odnośnie szkód duchowych, warto
zapytać co naprawdę sądzi na ten temat taki autorytet w sprawach duchowych jak
Kościół Katolicki. Wiele osób jest w Polsce przekonanych, że Kościół Katolicki
odrzuca stosowanie leków homeopatycznych jako sprzeczne z wiarą. Otóż nie jest
to prawdą. Opinie niektórych duchownych, teologów, a tym bardziej laików na ten
temat, należy traktować jako ich prywatne poglądy, nie zaś jako nauczanie
Kościoła.

Małopolskie Stowarzyszenie Lekarzy Homeopatów jest w posiadaniu listu
będącego odpowiedzią Jana Pawła II na pytanie skierowane przez jednego z
kolegów, u którego pojawiły się wątpliwości co do stosowania homeopatii przez
lekarza katolika. Oto treść tego listu:

„Watykan 22 czerwca 2004 r. Sekretariat Stanu

Szanowny Panie,

W ostatnich dniach Jego Świątobliwość Jan Paweł II przekazał mi kilka listów,
które od dawna spoczywały na Jego biurku. Wśród nich był także list od Pana z
marca br. Prosił mnie, aby odpowiedzieć w Jego imieniu. Chętnie to czynię.
Odpowiadając na Pana pytanie należy stwierdzić, że – o ile mi wiadomo – nie
istnieje jakiś dokument Magisterium Kościoła, który podejmowałby wyłącznie temat
homeopatii. Niedawno ukazał się dokument Papieskiej Rady ds. Kultury i
Papieskiej Rady ds. Dialogu z Religiami pt. „ Jesus Christ the bearer of the
water of Life, A Christian reflection on the “New Age”, w którym porusza się
temat leczenia naturalnego z homeopatią włącznie. Jest to jednak ujęcie w
perspektywie ideologii New Age i dlatego wydaje się mieć wydźwięk negatywny.

Generalnie rzecz biorąc Kościół nie zabrania stosowania homeopatii w
leczeniu, o ile nie wiąże się to z magią, bądź akceptacją idei religii
wschodnich, szczególnie buddyzmu. Kościół ostrzega jednak przed takim
stosowaniem naturalnych metod leczenia, które odrzucałoby metody naukowe,
sprawiając, że pacjent ufając np. energoterapeutom, rezygnowałby z leczenia
szpitalnego, które na pewnym etapie rozwoju choroby jawiłoby się jako niezbędne.
Istnieje też bogata tradycja stosowania leków naturalnych, przechowywana
zwłaszcza w monasterach zakonnych i w młodszych zgromadzeniach, które parają się
pomocą ludziom chorym jak np. bonifratrzy. Wydaje się zatem, że nic nie stoi na
przeszkodzie, aby były stosowane leki homeopatyczne, zawsze jednak z tym
zastrzeżeniem, że najważniejsze jest zdrowie pacjenta, a lekarz nie może mu
szkodzić nawet przez zaniedbanie tego, co rozwój nauki medycznej daje jako
skuteczne narzędzie do przychodzenia z pomocą.

Ojciec Święty wdzięczny jest Panu za życzenia. Odwzajemnia je, polecając Pana
i Pańskich pacjentów dobroci Boga. Wyprasza wszelki potrzebne łaski i
błogosławieństwo.

Z wyrazami szacunku

Ks. Paweł Ptasznik, Sekcja Polska Sekretariatu Stanu”.

Wydaje się, że treść tego listu jest na tyle jednoznaczna, że nie wymaga
komentarza. Analiza źródeł historycznych również wykazuje, że nauczanie oraz
praktyka Kościoła w odniesieni do homeopatii są dla niej przychylne. Jak podaje
Pitera[3], wykładowca uniwersytetu w Mediolanie, homeopatia cieszyła się
poparciem ze strony Watykanu od samego momentu pojawienia się jej na terenie
Państwa Kościelnego. Do samego Rzymu dotarła ona w roku 1827, za sprawą lekarza
austriackiego, Kinzela. Wyniki leczenia tego lekarza szybko przyniosły mu wielką
sławę. Wielkim obrońcą homeopatii okazał się papież Grzegorz XVI. W czasie jego
pontyfikatu znanym lekarzem w Rzymie stał się Wahle, homeopata pochodzący z
Lipska. Ponieważ zwolennicy medycyny alopatycznej zdołali wzbudzić u Grzegorza
XVI wątpliwości co do słuszności tej metody, papież 1841 roku zażądał, by Wahle
objaśnił mu w jaki sposób wytwarza się leki homeopatyczne. Argumenty Wahlego
przekonały papieża, w wyniku czego wydał on temu lekarzowi pozwolenie na
stosowanie homeopatii w obrębie Państwa Kościelnego, czyli między innymi właśnie
w Rzymie. Konwent jezuitów w tym mieście uczynił nawet Wahlego swoim oficjalnym
lekarzem. Grzegorz XVI przyznał Wielki Krzyż Kawalerski Centamoriemu (bliskiemu
przyjacielowi Hahnemanna), homeopacie, który poświecił się krzewieniu tej metody
w całym Państwie Kościelnym. To poparcie nie wynikało z czego innego, jak tylko
ze skuteczności tej metody w porównaniu z innymi stosowanymi w medycynie w
tamtych czasach.

Życie to przede wszystkim procesy przetwarzania informacji. A w
świetle tego paradygmatu lek homeopatyczny należy traktować jak nośnik
informacji

Dalsze dzieje homeopatii w Państwie Kościelnym przebiegały nadal pod znakiem
aprobaty papieży dla tej metody leczenia. W 1852 Piusa IX przyznał nawet
duchownym prawo rozdawania leków homeopatycznych w nagłych wypadkach w razie
nieobecności lekarzy. Papież ten przyznał też wysokie odznaczenia całej grupie
homeopatów, do której należą dr. Charge z Marsylli, który pracował w jednym ze
szpitali zakonnych, za osiągnięcia w zwalczaniu epidemii cholery w tym mieście w
roku 1849, włoski lekarz De Guidi, oraz trzech lekarzy paryskich: Perussel,
Ozanam i Tessier.

Następca Piusa IX, Leon XIII zawdzięcza homeopatii wyleczenie z poważnej
choroby. Leczenie przeprowadził Talianini, lekarz homeopata. Czasopismo Rivista
Omiopatica (rocznik 38, 1892, nr 3, s. 99) donosiło: „Jego Świątobliwość papież
Leon XIII został dotknięty poważnie zagrażającą jego życiu, postępującą chorobą
tchawicy, gdy właśnie przygotowywał się w Akademii Duchownej w Rzymie do
czekających go w przyszłości ważkich zadań. Jego zdrowie zostało wówczas w
niewiarygodny sposób uratowane i wzmocnione. Niewątpliwie jest to zasługą
homeopatii i doktora Talianiniego, że papież cieszy się dziś przez wszystkich
pożądaną i błogosławioną długowiecznością”.

Talianini został za to odznaczony i spełniał odtąd role stałego konsultanta
lekarskiego dla papieża.

Pius XII był również zwolennikiem homeopatii a jego lekarzem był homeopata
Galeazzi-Lisi, pracujący w Rzymskim Centrum Homeopatycznym (Centro Omeopatico
Romano). Potem lekarzem tego papieża został inny homeopata, prof. Negro, który
leczył również następnego papieża, Pawła VI, za co został odznaczony Krzyżem
Grzegorza Wielkiego. Kardynał Ratzinger, obecny papież Benedykt XVI, również
leczył się homeopatycznie[4].

Proszę wybaczyć ten przydługi fragment opierający się na pracy Pitery.
Zupełna nieznajomość tych faktów w Polsce domaga się jednak podania choćby
najbardziej podstawowych informacji. Konkluzja tego autora jest następująca:
papieże od momentu pojawienia się homeopatii na terenie Państwa Kościelnego byli
wręcz protektorami homeopatii i pozostali nimi aż do czasów współczesnych. To
tyle na temat historycznych relacji pomiędzy homeopatią a Kościołem Katolickim.

Niewątpliwym faktem pozostaje jednak to, że homeopatia pozostaje wyzwaniem
dla nauki. Na wyzwanie to można jednak różnie odpowiedzieć. Można po prostu
zaprzeczać faktom, które są sprzeczne z dotychczas panującym paradygmatem. Tak
robi większość dyskutantów zajmujący się homeopatią. Możliwe jest jednak inne
wyjście. Można szukać szerszej teorii, która mogłaby wyjaśnić to, czego
dotychczas panujące założenia teoretyczne wyjaśnić nie mogą. Jest to w istocie
tworzeniem nowego paradygmatu dla nauki. Warto więc wrócić do pytania, czym jest
paradygmat. Według Kuhna, autora, który ukuł ten termin, zrozumienie tego, czym
jest paradygmat umożliwia zrozumienie sposobu funkcjonowania nauki w kulturze
współczesnej. Kuhn definiuje paradygmat jako „zbiór przesłanek naukowego
myślenia z takimi składnikami jak: znaczenie fundamentalnych pojęć, granice
obszaru badań, podstawowe teorie, metody badań, i wartości uznawane przez ludzi
nauki”[5].

W długich okresach, które Kuhn nazywa okresami normalnej nauki, paradygmat
nie zmienia się i uczeni rozwiązują problemy w oparciu o jego aparaturę
pojęciową. Jeśli jednak powiększa się ilość przypadków anomalnych, wtedy
wspólnota naukowa może uznać potrzebę przeanalizowania uznawanych założeń i
poszukiwania alternatywnych rozwiązań. Wulff ujmuje to w następujący sposób: „Od
czasu do czasu w nauce pojawiają się odkrycia, które wyraźnie kolidują z
istniejącymi teoriami. Powstają wówczas problemy naukowe, których nie sposób
rozwiązać, posługując się aparatem pojęciowym uznawanego paradygmatu.
Kontrowersyjne wyniki i nierozwiązane problemy zostają na jakiś czas odłożone na
półkę, ponieważ społeczność naukowa nie ma ochoty przyznawać, że coś jest nie w
porządku z istniejącym paradygmatem. (…) W miarę jednak jak anomalii przybywa,
następuje stopniowe osłabienie paradygmatu i to, co do tej chwili było uznawane
za oczywiste, nagle zyskuje rangę autentycznego problemu naukowego”[6].

Jeśli zmiany w istniejącym paradygmacie są dostatecznie głębokie, dochodzi do
zmiany jakościowej, którą Kuhn nazywa rewolucją. Określenie to uwydatnia
rozległość i głębokość zmian, które muszą dokonać się w strukturze pojęciowej
przynajmniej jakiejś danej wspólnoty naukowej, aby ta mogła dokonać zmiany
paradygmatu, w którym dotychczas działała. Ściśle biorąc, chodzi tu o zamianę,
ponieważ paradygmaty nie dają się wzajemnie pogodzić, jeden paradygmat zajmuje
miejsce innego.

Trudność w przechodzeniu od jednego paradygmatu do drugiego jest zwiększona
przez to, że wyniki obserwacji zależą od paradygmatu (nie istnieje neutralny
język obserwacyjny); reprezentujący różne paradygmaty uczeni uwzględniają
całkiem różne dane, ponieważ to, co jest istotne dla jednego nie jest ważne dla
drugiego z nich. Konkurencyjne paradygmaty umożliwiają rozwiązanie zagadnień
innego typu gdyż są niewspółmierne. Ponadto kryteria dopuszczalności typów
rozwiązań, na których bazują paradygmaty nie dają się dobierać na zasadzie
czysto racjonalnej. Paradygmaty nie podlegają falsyfikacji, opierają się
modyfikacjom i dlatego przyjęcie nowego paradygmatu jest rodzajem ‘nawrócenia’.
Według Kuhna nauka rozwija się więc skokami, nie zaś na zasadzie ciągłego,
systematycznego wzrostu. Jedność społeczności naukowej zostaje zburzona,
powstają różne szkoły myślenia, które ze sobą rywalizują, potem nowy paradygmat
zwycięża, konsoliduje większość uczonych i następuje kolejny okres normalnej
nauki[7].

Biorąc pod uwagę teorię rewolucji naukowych Kuhna, ciekawym zagadnieniem jest
to, w jakiej fazie znajduje się współczesna medycyna. Czy jej problemy z
akceptacją medycyny niekonwencjonalnej lub komplementarnej, do której zaliczana
bywa homeopatia, nie są przykładem obrony pewnego obowiązującego w medycynie
konwencjonalnej paradygmatu? Czy odwoływanie się do paradygmatu „chemicznego”
lub „molekularnego”, na którym bazuje medycyna konwencjonalna (alopatyczna) nie
zacieśnia jej horyzontów? Wydaje się, że tak. Zarówno niedawno opublikowane w
Rzeczpospolitej, wyżej wzmiankowane artykuły, jak i stanowisko członków
Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) z dn. 04.04 2008[8], czyli sprzed prawie roku,
można potraktować jako przykład odrzucania pewnych faktów, które są sprzeczne z
uznawanymi przez nich teoriami.

Autorzy opinii NRL twierdzą, że: „Według dostępnej wiedzy, potwierdzonej w
ogromnej liczbie przeprowadzonych zgodnie z wymogami nauki badań, wszystkie
substancje w „dawkach symbolicznych” są po prostu „pozbawione działania”, lub że
„Obecnie brak jest wysokiej jakości dowodów przeprowadzonych według zasad
medycyny opartej na dowodach (EBM), dokumentujących skuteczność kliniczną
leczenia homeopatycznego przewyższającą placebo oraz że, homeopatyczna zasada
„podobne leczyć podobnym’” nie znajduje potwierdzenia na gruncie empirycznym. W
omawianym tekście mówi się również, że „Twierdzenie homeopatów, że ta sama
choroba u każdego pacjenta przebiega zupełnie inaczej i że dlatego w tych samych
schorzeniach należy u różnych pacjentów stosować odmienne leki, jest sprzeczne z
wiedzą medyczną.” oraz ze „tak rozumiane postępowania
uniemożliwia obiektywną weryfikację skuteczności leczenia homeopatycznego.”
Takie poglądy można uznać za przykład obrony pewnego paradygmatu przez negowanie
faktów oraz przenoszenie metodologii z jego terenu (leczenia alopatycznego) na
teren inny, bez uwzględnienia odrębnej metodologii związanej z tym paradygmatem
(czyli specyfiki metody homeopatycznej).

Autorzy raportu podkreślają, że nie mogą uznać zasady simile będącej kluczową
dla homeopatii, ponieważ jest ona sprzeczna z zasadą zależności efektu
leczniczego od dawki leku, która, ich zdaniem, sprawdziła się w odniesieniu do
wszystkich leków stosowanych w medycynie. Jest to niewątpliwie prawdą w
odniesieniu do leków alopatycznych. Dlaczego jednak nie można dopuścić
możliwości istnienia innych sposobów leczenia? To samo trzeba powiedzieć na
temat argumentu, zawartego w raporcie NRL, że leków homeopatycznych nie można
uznać za skuteczne, ponieważ stosowanie wielkich rozcieńczeń, niemożność
wyjaśnienia czym jest „potencjalizowanie”, odwoływanie się do takich pojęć jak
„piętno”, „pamięć” lub „informacja”, w celu wytłumaczenia sposobu ich działania,
„jest sprzeczne z wiedzą z zakresu chemii, fizyki, fizjologii i
farmakologii”[9].

Wszystkie powyższe stwierdzenia zawarte w opinii NRL można uznać za książkowy
wręcz przykład zamknięcia się w pewnym sposobie myślenia w dziedzinie nauki, w
jakimś paradygmacie Wyklucza się samą możliwość istnienia innych wyjaśnień
działania leków homeopatycznych niż te, którymi dysponuje medycyna alopatyczna,
która rozwinęła się w molekularnym paradygmacie biologicznym Czy naprawdę nie ma
teorii które mogłyby to wyjaśnić? A może jednak dysponujemy jakąś inną teorią,
jakimś innym konkurencyjnym paradygmatem? Wydaje się, że taki paradygmat już
istnieje i powoli zdobywa sobie miejsce w świadomości przynajmniej części
przedstawicieli świata nauk przyrodniczych. W myśl tego paradygmatu zjawisko
życia jest rozumiane jako domena nie tylko przemian biochemicznych ale również
zjawisk z dziedziny mechaniki kwantowej dziejących się w obszarze biopola
określającego charakter tych zjawisk. Życie w tym ujęciu to przede wszystkim
przetwarzanie informacji elektrycznej, magnetycznej, grawitacyjnej, chemicznej,
akustycznej, optycznej i hydrodynamicznej w środowisku bioplazmy. Ten transfer
informacji ma miejsce wewnątrz bioukładów, pomiędzy bioukładami oraz pomiędzy
bioukładami a środowiskiem, w który się one znajdują. Organizm żywy jest w tym
ujęcie systemem dynamicznym i nieliniowym, w którym mają miejsce takie zjawiska
jak biosplątanie i tzw. oddziaływanie at the distance, które są nielokalne, i
umożliwiają przekaż informacji z prędkością przekraczającą prędkość
światła[10],[11].

Innymi słowy, organizm jest koherentnym układem makroskopowym, którego części
składowe połączone są ze sobą tymi nielokalnymi oddziaływaniami umożliwiającymi
ciągły i natychmiastowy transfer informacji miedzy składowymi systemu, dzięki
czemu jest on zintegrowaną całością. W tym nowym ujęciu życie to nie tylko
przemiany chemiczne, lecz przede wszystkim przetwarzanie informacji. Informacja
jest w tym ujęciu pojęciem szerszym od tego, które to słowo oznacza w języku
potocznym i oznacza nie tyle wiadomość ale i, a nawet przede wszystkim, zdolność
do organizowania systemu lub utrzymywania go w stanie zorganizowanym. Wnuk[12]
twierdzi, że „wszechświat składa się z co najmniej trzech podstawowych
elementów: materii (masy), energii i informacji; innymi słowy z: fermionów,
bozonów i infonów. Wnuk podkreśla, że już Sedlak w swoich pracach uważał
organizm żywy za „biosystem, rozumiany jako nieliniowy oscylator
elektromagnetyczny”, który „jest zdolny do maksymalnego i wybiorczego
gromadzenia informacji”. Ponadto w organizmach żywych istnieje sprzężenie
chemiczno-elektroniczne, czyli tzw. kwantowy szew życia, który Wnuk określa jako
„specyficzną relację informacyjną pomiędzy biobozonami, biofermionami” lub też
„sprzężeniem fermionowo-bozonowo-infonowym”. Życie należy rozumieć nie tyle jako
procesy przemiany masy i energii, co przede wszystkim jako procesy przetwarzania
informacji. Biosystemy byłyby w tym ujęciu określanie jako „komputery fotoniczne
i elektroniczne”, zaś najmniejsze jednostki życia to już nie byłyby komórki,
lecz nanoprocesory infonów, zaś całe organizmy jako systemy procesorów
informacji elektromagnetycznej i kwantowoakustycznej.

Dla podsumowania warto zapamiętać, że systemy żywe „karmią się” ujemną
entropią, oraz że są one systemami cybernetycznymi zdolnymi do samoodtwarzania
się i wykorzystującymi przepływające przez nie strumienie materii (masy),
energii i informacji. Wnuk pisze, że „Podstawową właściwością świata ożywionego
jest więc uorganizowanie struktur wypełnionych masą i energią, które są
nośnikami informacji. Nie chodzi tu tylko o kwasy nukleinowe lub białka. (…)
nośnikiem informacji może być woda[13], stanowiąca większość masy organizmu.
Biosystemy są zorganizowane w hierarchię poziomów informacyjnych, w których
zachodzi ciągła przemiana informacji, jej degradacja lub organizacja.(…)
Sugeruje się, że biosystemy można lepiej zdefiniować w terminach oddziaływań
wzajemnych opartych na wymianie informacji, a nie na wymianie pierwiastków.” I
dalej: „Fenomen życia byłby wytłumaczalny jako procesy fizyczne i chemiczne
sterowane kwantowym sprzężeniem między informacją a materią. Niezależnie od tych
interesujących idei podejmowana jest próba zbudowania fizyki informacji”[14].
Wszystkie te dane można by potraktować jako coś z dziedziny fantastyki naukowej,
gdyby nie to, że rozwój techniki komputerowej spowodował podjęcie badań nad
możliwością zastosowania materiałów organicznych i biologicznych w elektronice.
Chodzi tu o skonstruowanie molekularnych i biomolekularnych urządzeń
elektronicznych, które dzięki temu osiągnęłyby maksymalną miniaturyzację i
wydajność. W tych badaniach neurony traktowane są jako mikroprocesory, a ważne
elementy subkomórkowe – mikrotubule, jako automaty biomolekularne i
nanokomputery.

W tym momencie chciałbym powrócić do głównego przesłania. Wszystkie te
pojęcia, na czele z fermionami, bozonami i infonami, nie istnieją dla
zwolenników paradygmatu molekularnego w biologii i medycynie. Przez niektórych
zwolenników teorii podejrzeń wszystkie rozważania o zależnościach przemian
materii, energii i informacji mogą być też traktowane jako wykrętne próby
zamaskowania magicznego charakteru homeopatii. A może jednak należałoby uznać,
że jest to tworzenie nowego paradygmatu w nauce, która niejako „przy okazji”
dostarcza homeopatii możliwego naukowego wytłumaczenia? W świetle tego
paradygmatu lek homeopatyczny należałoby traktować jak nośnik informacji w
sensie wyżej zdefiniowanym, której dostarczenie umożliwia organizmowi pokonanie
choroby będącej efektem zaburzenia mechanizmów regulujących jego działanie i
powrót do stanu normalnego.

Jednego nie można zanegować. Tym czymś, jest istnienie wspólnoty naukowców,
którzy już i to bardzo dynamicznie, tworzą nowy paradygmat dla fizyki oraz
wszystkich nauk przyrodniczych, z medycyną włącznie. Ten nowy „informacyjny”
paradygmat na pewno nie jest jeszcze dojrzały, zaś paradygmat molekularny nie
wyczerpał swoich możliwości poznawczych. Na pewno mamy jednak do czynienia z
gromadzeniem się coraz większej ilości danych, które są niewytłumaczalne w
ramach „starego” paradygmatu. Rozwój techniki komputerowej przyczynił się do
powstania nowego spojrzenia na problem życia, właśnie jako problem przemiany
informacji. Życie zawsze będzie nas fascynowało. Nietrudno wytłumaczyć dlaczego.
Sami jesteśmy organizmami żywymi, dlatego chcielibyśmy wiedzieć o życiu ciągle
coś więcej.

[1] T. S. KUHN, Struktura rewolucji naukowych, (tłum. Helena Ostromęcka,
przejrz. i red. Stefan Amsterdamski), Warszawa, PWN, 1968.

[2] White A, Slade P, Hunt C, et al. (2003). Individualised homeopathy as an
adjunct in the treatment of childhood asthma: a randomised placebo controlled
trial. Thorax, 58: 317-321. Frass M, Linkesch M, Banyai S, et al. (2005).
Adjunctive homeopathic treatment in patients with severe sepsis: a randomized,
double-blind, placebo-controlled trial in an intensive care unit. Homeopathy,
94:75–80. Oberbaum M, Yaniv I, Ben-Gal Y, et al. (2001). A randomized,
controlled clinical trial of the homeopathic medication Traumeel S in the
treatment of chemotherapy-induced stomatitis in children undergoing stem cell
transplantation. Cancer, 92:684–690. Fisher P, Greenwood A, Huskisson EC, et al.
(1989). Effect of homoeopathic treatment on fibrositis (primary fibromyalgia).
British Medical Journal, 299: 365-366. Bell IR, Lewis DA 2nd, Brooks AJ, et al.
(2004). Improved clinical status in fibromyalgia patients treated with
individualized homeopathic remedies versus placebo. Rheumatology, 43:577-582.
Weatherley-Jones E, Nicholl JP, Thomas KJ, et al. (2004). A randomized,
controlled, triple-blind trial of the efficacy of homeopathic treatment for
chronic fatigue syndrome. Journal of Psychosomatic Research, 56:189–197. Yakir
M, Kreitler S, Brzezinski A, et al. (2001). Effects of homeopathic treatment in
women with premenstrual syndrome: a pilot study. British Homeopathic Journal,
90:148–153. Oberbaum M, Galoyan N, Lerner-Geva L, et al. (2005). The effect of
the homeopathic remedies Arnica and Bellis perennis on mild postpartum bleeding
– a randomized, double-blind, placebo-controlled study –preliminary results.
Complementary Therapies in Medicine, 13:87–90. Tveiten D, Bruseth S,
Borchgrevink CF, Norseth J (1998). Effects of the homoeopathic remedy Arnica D30
on marathon runners: a randomized, double-blind study during the 1995 Oslo
Marathon. Complementary Therapies in Medicine, 6:71–74. Stevinson C, Devaraj VS,
Fountain-Barber A, et al. (2003). Homeopathic arnica for prevention of pain and
bruising: randomized placebo-controlled trial in hand surgery. Journal of the
Royal Society of Medicine, 96:60–65.

[3] F. PITERň, Divina Omeopatia: le falsitą di quark i La disinformazione su
Vaticano e homeopatia, „Anthropos & Iatria”, (annoV), Gennaio-Marzo 2001).
[4] Peter Seewald pisze o pozytywnym stosunku do homeopatii obecnego papieża, w
książce: P. SEEWALD, Benedykt XVI. Ein Porträt aus der Nähe, Berlin 2005, s. 33.

[5] I. G. BARBOUR, Myths, Models,and Paradigms, Harper and Row Publishers
1976 (tłumaczenie polskie, Mity, modele, paradygmaty, Kraków, Społeczny Instytut
Wydawniczy Znak, 120-155).

[6] H. SUłKOWSKI, Dlaczego medycyna kliniczna nie lubi homeopatii? Uwagi o
dylematach współczesnej medycyny, Biologiczna Medycyna Weterynaryjna, 2/ 2003,
56-57. Autor cytuje : H.R. WULFF I IN., Filozofia medycyny, Wyd. Nauk. PWN,
Warszawa 1993.

[7] H. SUŁKOWSKI, Dlaczego medycyna kliniczna nie lubi homeopatii? Uwagi o
dylematach współczesnej medycyny, Biologiczna Medycyna Weterynaryjna, 2/ 2003,
56-57.

[8] Stanowisko zespołu ekspertów Naczelnej Rady Lekarskiej w sprawie
stosowania oraz proponowania metod homeopatycznych, Nasz Dziennik, 24.04.2008.

[9].Ibid.

[10] Patrz M. MOLSKI, Nielokalnosc i Biokoherencja, Roczniki Filozoficzne
KUL, tom LIII, numer1, 2005, 197-221.

[11] M. MOLSKI, Nielokalnośc i Homeopatia, Homeopatia Praktyczna, 38, (4),
2006.

[12] M. WNUK, Istota procesów życiowych w świetle koncepcji
elektromagnetycznej natury życia.: Bioelektromagnetyczny model katalizy
enzymatycznej wobec problematyki biosystemogenezy. (Lublin: Redakcja Wydawnictw
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 1996), 33.

[13] Ibid., 36.

[14] Ibid., 181, 192, 196.

„Rz” Online